Numer 04(44) Kwiecień 2009
Rasy
22. Maine coon - najpopularniejsza rasa w Polsce
24. Historia kociego Kopciuszka, czyli spod strzechy na salony
32. Standard MCO
Co KOT to KOT
36. . a pojutrze już po futrze
37. Pięć czarnych kotów
38. Koteria - dzień później
39. Co to są "koty miejskie"?
40. Śpiochy
Opowiadanie
53. Wielkanocny rozgardiasz
56. Bramokot - nowa rasa stróżująca
Dzikie koty
58. Kot kusy - osobliwy rybak
Poza tym
3. Od redakcji
4. Spis treści
5. Wydarzenia
16. Dzięki temu czuję się lepsza
19. Kociak i kuweta
20. Poproszę skórkę z kota
41. Wzięliśmy kota
42. Na straży praw zwierząt
44. Poradnik kociego fotografa - część 1
48. Zęby i pazury. Strach i wściekłość
50. Mamy sieć szpiegów.
52. Z perspektywy sierści na dywanie (5)
62. Recenzje
62. Listy od czytelników
63. Ogłoszenia
66. Numery archiwalne
Konkursy
60. Zagadka
60. Konkurs fotograficzny
61. Kot i dziecko
Niestety kryzys, o którym tak głośno, faktycznie powoduje wzrost cen. Od początku istnienia KOT jeszcze nigdy nie drożał, a nawet - po przejściu z dwumiesięcznika na miesięcznik - cenę obniżyliśmy. Po precyzyjnych przeliczeniach rosnących kosztów druku, papieru, dystrybucji itd., wspólnie z wydawcą doszliśmy do wniosku, że cena KOTA musi być większa. Podwyżka nie jest duża i mamy nadzieję, że nie wpłynie ona na Państwa nastawienie do naszego miesięcznika.
Kwietniowy KOT prezentuje na swej scenie ras maine coony. Pisaliśmy o nich w styczniu 2006 r. i na prośby wielu czytelników postanowiliśmy ponownie poświęcić numer tym wspaniałym wielkim kotom. Jak widać, cieszą się one niesłabnącym zainteresowaniem i od kilku lat są najpopularniejszymi kotami rasowymi w Polsce.
Nasz redakcyjny kolega, dziennikarz z krwi i kości, Wojtek Andrzejewski przeprowadził niezwykłe dziennikarskie śledztwo i opisał funkcjonujący ciągle w Polsce handel kocimi skórami. Mimo podstawowych regulacji prawnych ograna ścigania niespecjalnie ścigają przestępców. Czyżby zbyt mała szkodliwość społeczna czynów.? A może zbyt małe cierpienie obdzieranych ze skóry zwierząt? Obiecuję, że będziemy wracać do tego tematu i starać się zainteresować nim inne media.
Wiosną częściej mamy ochotę na zrobienie zdjęcia swym kocim przyjaciołom. Jak się jednak okazuje, pstryknięcie dobrej fotki nie jest łatwe. Polecam nasz nowy cykl o fotografowaniu, autorstwa Alicji Żebruń, znanej już wielu czytelnikom pism komputerowych i poradników dotyczących fotografii cyfrowej.
Przypominam, że w kwietniu możemy jeszcze przekazać 1% podatku na potrzebujące zwierzaki. Nic nas to nie kosztuje, a może bardzo pomóc!
Kwiecień, wiosna, święta. wszystkim kotom i ich miłośnikom życzę w imieniu swoim i redakcji kolorowych, wesołych dni i miłej lektury KOTA.
Wojciech - Albert Kurkowski,
redaktor naczelny.
powrót
Koty czekają na 1% naszego podatku!
Przypominamy o możliwości przekazania 1% podatku dochodowego na rzecz organizacji pożytku publicznego, działających na terenie całego kraju. Naszemu sercu najbliższe są koty, więc szczególnie gorąco prosimy o wsparcie tych bezdomnych, niechcianych i niekochanych, znajdujących się pod opieką "prokocich" fundacji. Organizacje te, nie otrzymując prawie żadnych dotacji państwowych, nieustannie borykają się z problemami finansowymi i funkcjonują głównie dzięki ludziom dobrej woli. Każdego roku ratują setki porzuconych i skrzywdzonych czworonogów. Dążą jednocześnie do systematycznego zmniejszania populacji kotów wolno żyjących (poprzez realizację programu sterylizacji i kastracji), bo to jedyna droga do polepszenia ich bytu.
Odpis 1% mogą zrobić podatnicy, płacący podatek dochodowy od osób fizycznych, osoby opodatkowane ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych i prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, korzystające z liniowej, 19-procentowej stawki podatku. 1% mogą przekazać również emeryci, ale pod warunkiem, że samodzielnie (bez pośrednictwa ZUS) wypełnią swoje zeznanie podatkowe.
Podobnie jak w roku ubiegłym aby przekazać 1% podatku należy:
- wybrać organizację pożytku publicznego uprawnioną do zbierania 1% (czyli organizację która miała status OPP na dzień 30 listopada 2008 r i znajduje się na liście publikowanej przez Ministra Pracy i Polityki Społecznej w Dzienniku Urzędowym Monitor Polski);
- wypełnić odpowiednią rubrykę w rocznym zeznaniu podatkowym ("Wniosek o przekazanie 1% podatku należnego na rzecz organizacji pożytku publicznego OPP"), wpisując nazwę organizacji i numer pod jakim figuruje ona w Krajowym Rejestrze Sądowym;
- wpisać kwotę, którą chcemy przekazać (nie więcej niż 1% podatku należnego, wynikającego z naszego zeznania podatkowego).
Odpis można przekazać tylko jednemu podmiotowi.
Urząd skarbowy przekazuje pieniądze na konto wskazanej przez nas organizacji, potrącając z wyliczonej kwoty koszty przelewu. Tegoroczną nowością jest możliwość dokonania odpisu 1% także w korekcie zeznania podatkowego, pod warunkiem, że zostanie ona złożona w ciągu dwóch miesięcy od upłynięcia terminu składania zeznań podatkowych, oraz prawo do podania swych danych osobowych (imię, nazwisko i adres) wybranej przez nas organizacji. Należy w tym celu zakreślić odpowiednią rubrykę w formularzu PIT - resztę zrobi urząd skarbowy.
Procedury zostały uproszczone, nie trzeba chodzić do banku czy na pocztę ani wykładać własnych pieniędzy. We wszystkich tych czynnościach wyręczą nas urzędnicy - potrzebna tylko odrobina dobrej woli. Przekazanie 1% podatku w żadnym wypadku nie uszczupla zasobów naszego portfela, ta kwota to część obywatelskiego zobowiązania wobec skarbu państwa. Skoro ustawodawca zezwala, abyśmy mogli zdecydować, na co zostanie wydana, nie rezygnujmy ze swoich praw. Schroniska, przytuliska i azyle pełne są zwierząt, potrzebujących pomocy.
mag
powrót
Proteza dla rysia
Ponad rok temu opisywałam na łamach KOTA projekt ochrony rysi zamieszkujących lasy północno-wschodniej części naszego kraju. Opracowany on został przez polski oddział międzynarodowej organizacji ekologicznej WWF. Projekt jest wdrażany w życie. a tymczasem pod skrzydła organizacji trafił pewien ryś, o którym można z pewnością powiedzieć, że miał szczęście w nieszczęściu.
W Polsce rysie występują nielicznie w lasach północno-wschodniej Polski oraz w Puszczy Kampinoskiej. Najwięcej tych pięknych kotów żyje jednak na południu, w Karpatach. Właśnie z tych terenów, a konkretnie z Bieszczad, pochodzi ryś, któremu pomógł WWF.
Rysia znaleziono w styczniu bieżącego roku. Kot zaplątał się w drut kolczasty, kiedy chciał przeskoczyć przez płot. Nie był w stanie uwolnić się z tej pułapki i w akcie desperacji próbował sobie odgryźć uwięzioną łapę. Na szczęście człowiek, który zauważył rysia, zawiózł go natychmiast do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu. Łapy jednak nie można już było uratować. Andrzej Fedaczyński - lekarz weterynarii, który zajął się rysiem, był zmuszony amputować kończynę.
Ryś nie jest już zdolny do życia w swoim naturalnym środowisku. Po amputacji łapy został przewieziony do Leśnego Pogotowia w Mikołowie. Obecnie przebywa tam na terenie azylu dla zwierząt i odzyskuje siły.
Rysia czeka jednak jeszcze jeden zabieg - wstawienie protezy. Okazało się, że amputowaną łapę da się zrekonstruować! Już niedługo zespół doktora Glyna Heatha z Wielkiej Brytanii wraz z Andrzejem Fedaczyńskim wykonają odlew niezbędny do przygotowania protezy, która ma zastąpić rysiowi utraconą kończynę. Będzie to pierwsza na świecie operacja wstawiania protezy u rysia. Do tej pory doktor Heath wstawił takie protezy słoniowi oraz pandzie wielkiej.
WWF roztoczył na rysiem opiekę. Organizacja sfinansowała transport zwierzęcia do Leśnego Pogotowia w Mikołowie; wyłoży również fundusze na zabieg wstawienia protezy.
Anna Zielińska
Źródło: WWF Polska (www.wwf.pl)
powrót
...a pojutrze już po futrze
"Nie stać jej na futro, to się z zazdrości mądrzy" - pewnie tak skomentują niektóre panie moje poniższe wywody. Może mnie i nie stać, lecz nawet gdybym kiedyś wreszcie wygrała w totolotka, z pewnością ani grosza nie przeznaczę na zakup futra, choćby z mysich ogonów.
Z wielką przykrością obserwuję, iż pomimo międzynarodowych akcji z udziałem gwiazd i vipów, nawołujących do bojkotu naturalnych futer, większość projektantów mody ignoruje te apele. Przecież najważniejsza jest kasa. Ona sankcjonuje niehumanitarne hodowle i bezwzględne polowania, usprawiedliwia zabijanie pałkami małych foczek i zarzynanie trzydniowych jagniąt.
Z tych miękkich, cudownych futerek, które tak pięknie wyglądały na ich prawowitych właścicielach, powstają płaszcze i kurtki dla omamionych reklamą niewiast, pretendujących do miana dam, gdyż w obecnej dobie nikt już chyba nie śmie twierdzić, że futro ubiera się po to, by nie zmarznąć (no chyba że się jest Eskimosem odciętym od zdobyczy cywilizacji).
Jakże żałosny w tym wszystkim jest fakt, że 99,9% kobiet noszących futra, wygląda w nich niezgrabnie i grubo. Lecz jeśli "grubo" ma znaczyć "dostatnio i bogato", to owszem, pod tym względem ich oczekiwania zostają spełnione.
Nie wiem, czy potrzeba epatowania futrem wynika z chęci podkreślenia swego statusu majątkowego lub społecznego, czy ma służyć podbudowaniu własnego ego. Dość żałośnie prezentuje się pani w wypasionych lisach tłocząca się w przepełnionym autobusie. Jeśli prowadzi samochód, futro raczej jej tego nie ułatwia. No i chyba ciut w nim za ciepło?
Szkoda, że żadna z owych miłośniczek futer nie posiada na tyle wyobraźni, by policzyć sobie, ile żywych istnień zostało unicestwionych, obdartych ze skóry, a potem zszytych, aby ona mogła się wystroić.
Najbardziej jednak zadziwia mnie pewna sprzeczność - otóż w futra ubierają się również osoby deklarujące wielką miłość do zwierząt. Jedna ze znanych aktorek, posiadaczka i, jak twierdzi, miłośniczka kotów, w wydanej niedawno książce napisała, że nie uznaje sztucznych futer. Pewna znajoma wegetarianka odpytywała kelnera w restauracji, czy aby na jej talerz nie dostała się przez przeoczenie jakaś skwarka, po czym w szatni oszołomiła mnie futrem z norek do samej ziemi. Nie będę tu przytaczać wymiany argumentów, jaka między nami nastąpiła, gdyż poniosłam całkowitą klęskę. Mięso nie, futro tak - ot, i cała "filozofia"!
Jestem osobą niezmotoryzowaną, a więc w sezonie zimowym bezustannie narażoną na bezpośredni kontakt z nieszczęsnymi zwłokami zwierząt futerkowych, przerobionymi na przyodziewek części moich współpasażerek. Ponad wszystko nie cierpię konfrontacji z kołnierzem z lisa, zwłaszcza jeśli ma główkę i nogi. Patrzy na mnie szklanymi oczami i mam wrażenie, że są pełne żalu do ludzkiego gatunku. Ostatnio sprawiłam sobie liska-antidotum, zrobionego na drutach z wełny. Paraduję w nim po ulicach i ochoczo podsuwam się pod nos moim konkurentkom w ich ohydnych totemicznych kołnierzach. Może się zawstydzą? Ale chyba to optymizm nieco na wyrost.
Na koniec udzielę rady elegantkom, co to twierdzą, że NAPRAWDĘ kochają koty, ale życie bez futra to nie życie. Drogie panie, wystarczy udać się na najbliższy targ lub bazar. Można tam całkiem niedrogo nabyć absolutnie autentyczne futra przywożone przez przybyszów ze wschodu. Są to futra z waszych ulubieńców, kotów domowych.
Jak to dobrze, że zima się kończy! A molom życzę smacznego.
Maryla Weiss
powrót