Numer 05(45) Maj 2009
Zdrowie
16. Jak przygotować siebie i kota do wizyty u lekarza weterynarii?
Rasy
24. Kot w masce
26. Neva masquerade
28. Neva - początek historii
31. Moje nevy, czyli historia zauroczenia
32. Standard NEM
Co KOT to KOT
36. Grzywka
37. Kłopotliwy spadek
38. Nasza pani Zofia
39. Boj-band
40. Kot ociepla wizerunek
Opowiadanie
56. Budujemy nowy dom.
Dzikie koty
58. Kot pampasowy - tajemniczy obiekt sporów
Poza tym
3. Od redakcji
4. Spis treści
5. Wydarzenia
12. Piorunem w bezdomność!
14. Najsłynniejszy Docent Warszawy
18. Jak można nauczyć kota chodzenia na smyczy?
20. O swoich kotach. Kasia Kowalska
41. Czym
42. Co to znaczy pomagać?
44. Poradnik kociego fotografa - część 2
48. Zęby i pazury. Rozładować emocje
50. Lenny i Mała Głowa
52. Z perspektywy sierści na dywanie (6)
53. Koty Słowian Wschodnich
62. Listy od czytelników
63. Ogłoszenia
66. Numery archiwalne
Konkursy
60. Zagadka
60. Konkurs fotograficzny
61. Kot i dziecko
Witam,
KOT ma cztery lata! Dziękuję Wam, Drodzy Czytelnicy, za pamięć, za kartki, maile i pozdrowienia! Cieszę się z Wami, że tyle czasu już jesteśmy razem, i pod opiekuńczymi skrzydłami Wydawnictwa Galaktyka udaje nam się przekazywać Wam w KOCIE zarówno fachową felinologiczną wiedzę, jak i zabawne lub wzruszające historie o kotach. Jestem dumny z tego, że KOT jest doskonale postrzeganym opiniotwórczym miesięcznikiem docenianym w różnych kręgach, także politycznych i artystycznych. Jestem także bardzo dumny z faktu, iż KOT jest współorganizatorem największego w Polsce i prawdopodobnie największego na świecie kociego święta - Światowego Dnia Kota. KOT jest patronem wielu prestiżowych imprez. Najbardziej jednak napawa mnie dumą fakt, że KOT uwrażliwia ludzi na te wspaniałe zwierzaki i uczy do nich szacunku. KOT dociera do ludzi w różnym wieku, o różnych poglądach politycznych, a nawet mieszkających na różnych kontynentach. Dzięki KOTU wiele bezdomnych zwierzaków znalazło swych ludzi, a wielu ludzi zainteresowało się poważniej kotami i felinologią. Z okazji urodzin KOTA życzę kotom ludzkiej miłości, Wam, Drodzy Czytelnicy - szczęścia zaklętego w mruczeniu kota, a KOTU - 100 lat!!!
W majowym KOCIE znalazła się monografia niezwykłej i bardzo młodej rasy. Prezentujemy koty w maskach - neva masquerade. Uznane przez FIFe zaledwie od 1 stycznia br. nevy należą do najmłodszych kocich ras. Mimo że pojawiały się one w miotach kotów syberyjskich już od dawna, dopiero teraz zaczynają cieszyć się popularnością. Jestem przekonany, że ten numer KOTA przyczyni się znacznie do wzrostu zainteresowania tymi wspaniałymi i wesołymi kotami.
Miłej lektury.
Wojciech - Albert Kurkowski,
redaktor naczelny.
powrót
Kocia wiosna w Chorzowie
W pierwszy weekend kwietnia Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku w Chorzowie gościł ponad trzysta kocich piękności. Imprezę zorganizował Śląski Klub Miłośników Kotów Rasowych, członek FPL "Felis Polonia", który to zadbał o to, by wszystko było na najwyższym poziomie. Międzynarodowi sędziowie widowiskowo oceniali koty, przyciągając uwagę setek zwiedzających. Kocie gwiazdy nie stroniły od aparatów, a wystawcy chętnie udzielali odpowiedzi na nawet najtrudniejsze pytania gości.
Najliczniej zaprezentowały się maine coony i koty brytyjskie, ale okazuje się, iż coraz większym zainteresowaniem cieszą się w Polsce ragdolle, których urodę zachwalali wszyscy sędziowie. Poza popularnymi rasami, zwiedzający mogli również podziwiać przedstawiciela rasy snowshoe oraz szylkretową kotkę birmańską. Koneserom felinologii na pewno przypadły do gustu wstępnie uznane przez FIFe, ale już licznie wystawiane neva masquerade.
W niedzielę hala wystawowa Kapelusz stała się również miejscem rywalizacji o tytuł najpiękniejszego ragdolla wystawy podczas Special RAG Show, zorganizowanego pod patronatem Ragdoll Cat Club. Ku radości licznie zgromadzonej publiczności, najpiękniejszą "szmacianą laleczką", zwycięzcą specjalistycznej wystawy i BiS kociąt okazał się młodziutki, czteromiesięczny JÓZEK GREGORIUS-CAT *PL, należący do Grzegorza Cieślikowskiego
Miłośnikom kotów towarzyszyły dzielnie myszy rasowe oraz różne rasy chomików - obeszło się jednak bez kłów i pazurów, okazuje się, że koty mogą żyć z gryzoniami w wielkiej przyjaźni.
Na ringu panował porządek i przyjazna atmosfera - sędziowie przy porównaniach zrobili prawdziwe show, zachwalając wszystko to, co w nominowanych kotach najpiękniejsze. I nawet jeśli ktoś schodził z ringu bez certyfikatu, to wysłuchał długiej listy komplementów pod aderesem swojego kota.
Pierwszego dnia sędziów najpiękniejszym kotem wystawy okrzyknęli ednogłośnie kota brytyjski (BRI a) BARLIE v.FICHTENTHAL, a w niedzielę z tytułem Best of Best Chorzów opuszczała kotka orientalna (OSH n 25) FIN *KATTILAN COVER GIRL.
Przyjazna atmosfera, piękna pogoda i setki rozmruczanych kocich piękności - czy można sobie wyobrazić lepszy wiosenny weekend?
Olga Dziewulska
powrót
Zapraszamy na koncert
25 maja 2009 roku, o godzinie 18.00 w Teatrze Bagatela w Krakowie odbędzie się koncert charytatywny "Na kryzysowe kłopoty najlepsze psy i koty" zorganizowany przez Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Wystąpią: Jerzy Połomski, Atsuko Ogawa, Andrzej Rosiewicz, Piotr Bajtlik, Łukasz Lech, Barbara Ducka, Mariusz Jaśko oraz Studio Tańca "Styl" Iwony Florczyk. Podczas koncertu odbędzie się aukcja charytatywna, którą poprowadzi Łukasz Lech.
Całkowity dochód z aukcji oraz koncertu zostanie przekazany na rzecz bezdomnych zwierząt.
Patronat honorowy nad koncertem objęli prezydent Krakowa, Jacek Majchrowski oraz ks. infułat Jerzy Bryła - duszpasterz artystów. Jednym z patronów medialnych jest miesięcznik KOT.
Ceny biletów: 30zł, 35 zł. Bilety są dostępne w kasie Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami przy ul. Floriańskiej 53, pn, śr -pt 8.00-16.00, wt. 10.00-18.00; rezerwacja telefoniczna pod numerem telefonu: 012 429 43 61.
KTOZ
powrót
Jak przygotować siebie i kota do wizyty u lekarza weterynarii?
Nawet najzdrowszy na świecie kot przynajmniej raz w roku powinien udać się do lekarza. Aby wizyta w lecznicy nie była dla nas ani dla naszego kota gehenną, warto wiedzieć, jak należy się do niej przygotować, jak bezpiecznie dotrzeć do celu oraz jak zachowywać się w gabinecie.
Przede wszystkim musimy zorganizować odpowiedni, wygodny, a przede wszystkim bezpieczny transport dla naszego kota. Nie wolno nieść zwierzaka po prostu na rękach! Przestraszony ruchem ulicznym, widokiem przebiegającego obok psa lub głośnym dźwiękiem kot może w mgnieniu oka wyrwać się i uciec. Najlepsze do przewozu kota są odpowiednio wentylowane pojemniki: kosze wiklinowe, specjalne torby lub plastikowe transportery. Dobrze gdy są częściowo osłonięte, co ogranicza stres związany z przemieszczaniem się czy oczekiwaniem w kolejce do gabinetu.
Do przewożenia kota zdecydowanie nie polecam pudełek tekturowych, toreb foliowych czy całkowicie pozbawionych dostępu powietrza toreb turystycznych! Szczególnie w czasie upałów dobra wentylacja ma ogromne znaczenie i jej brak może doprowadzić do przegrzania się czy niedotlenienia zwierzęcia. Spotkałam się już, niestety z przypadkami, gdy niewłaściwie przewożone zwierzęta po dotarciu do lekarza wymagały natychmiastowego ratunku ze względu na silną niewydolność oddechową.
Musimy również mieć świadomość pod wpływem stresu kot może załatwić potrzeby fizjologiczne w drodze do weterynarza. Do transportera włóżmy zatem ręcznik i miejmy ze sobą zapasowy. Doskonale w tej roli sprawdzają się jednorazowe podkłady higieniczne dostępne w aptekach.
Nie tylko nasz kot denerwuje się z powodu wizyty u lekarza. My też przeżywamy chorobę pupila. Nigdy jednak nie powinniśmy okazywać tego kotu. Szybkie, nerwowe ruchy, podniesiony ton głosu niepotrzebnie zaniepokoją kota.
Na wszelki wypadek warto przygotować sobie w domu kartkę z pytaniami, które chcemy zadać lekarzowi, spisanymi objawami choroby czy zabiegami profilaktycznymi, które chcemy wykonać.
Każda wizyta z kotem u lekarza wiąże się z dokładnym badaniem klinicznym, więc jeżeli to możliwe, na kilka godzin przed nią nie pozwólmy kotu jeść, dzięki czemu łatwiejsze będzie omacywanie jego jamy brzusznej.
Teraz pozostało nam tylko zapakowanie pacjenta do transportera. Tylko albo aż. Niektóre koty wchodzą do niego chętnie, ale większość na sam widok transportera chowa się w najciemniejszym zakamarku mieszkania. Starajmy się więc nie afiszować zbytnio z naszymi zamiarami. Zawołajmy kota, weźmy go na ręce i od razu włóżmy do przygotowanego gdzieś w ukryciu transportera. Jeżeli kot, mimo wszystko, stawia silny opór, można delikatnie owinąć go w ręcznik, pozostawiając na zewnątrz tylko głowę i w ten sposób szybko i sprawnie umieścić go transporterze.
Uff... Wreszcie bezpiecznie jedziemy do lecznicy. Niestety, tutaj też mogą spotkać nas pewne niespodzianki. Musimy bowiem liczyć się z koniecznością oczekiwania w kolejce przed wejściem do gabinetu. Pamiętajmy, że głaszcząc czy przytulają obce zwierzęta, możemy narazić naszego pupila na zarażenie. Wyjmowanie i puszczanie swobodnie naszego kota grozi jego ucieczką i dodatkowo go stresuje. Poczekalnia nie jest również dobrym miejscem do zawierania znajomości między zwierzętami, szczególnie jeżeli usiłujemy zaprzyjaźnić naszego kota z energicznym i głośno szczekającym psem. Jeżeli to możliwe, zajmujmy krzesła z dala od psów, których obecność może wyprowadzić z równowagi naszego pupila.
Właśnie wchodzimy do gabinetu lekarskiego. I co dalej?
Transporter z kotem spokojnie stawiamy na stole diagnostycznym. Zanim wydobędziemy stamtąd kota, warto porozmawiać z lekarzem o przyczynie naszej wizyty. Nasz spokojny ton głosu dobrze podziała na pacjenta. W czasie przeprowadzania wywiadu lekarz sam otworzy transporter lub nas o to poprosi. Kot, zwierzę z natury ciekawskie, sam po pewnym czasie opuści schronienie.
Wtedy właśnie lekarz oceni stan ogólny pacjenta. Nie wolno nam wyciągać przerażonego kota za kończynę czy ogon bądź wytrząsać go nad stołem z transportera! Jeżeli kot nie ma ochoty sam wyjść, musimy mu w delikatny sposób pomóc. Zwykle wystarcza pogłaskać go po głowie, chwycić za pas barkowy i wysunąć z transportera. Jeśli kot drapie przy tym i gryzie, w przyszłości najlepiej sprawdzą się transportery lub torby otwierane od góry. Wtedy bez szarpania możemy kota wyjąć i postawić na stole.
W czasie badania lekarz na pewno będzie zadawał nam dodatkowe pytania, które ułatwią mu postawienie diagnozy. Może zalecić wykonanie dodatkowych badań laboratoryjnych, USG lub RTG. Podczas badania zawsze należy przytrzymywać kota. Wystarczy bowiem chwila, aby zeskoczył ze stołu i ukrył się w trudno dostępnym zakamarku gabinetu lub usiłował uciec przez otwarte drzwi czy okno. Nie możemy jednak zbyt mocno go ściskać czy przygniatać do stołu, gdyż wywoła to w nim reakcje obronne. Niekiedy kot jest tak zdenerwowany, że aby go zbadać, trzeba użyć skórzanych rękawic, specjalnego kagańca dla kota bądź wręcz poddać go premedykacji. O zastosowaniu tych środków zawsze decyduje lekarz.
Badania oraz zabiegi profilaktyczne wykonujemy, zaczynając od tych najmniej dla kota stresujących. Jeżeli wiemy, że nasz pupil panicznie boi się czyszczenia uszu, nie prośmy na wstępie właśnie o to - po takim przeżyciu kot na pewno nie pozwoli się już dokładnie zbadać.
Gdy kot dostanie jakieś tabletki, poprośmy lekarza, aby pokazał nam, w jaki sposób mu je podawać. Nie wstydźmy się, w razie problemów lub dodatkowych pytań, zadzwonić do lekarza już po powrocie do domu.
Przy wszelkiego rodzaju zabiegach, np. czyszczeniu uszu, przycinaniu pazurków, zastrzyku czy innej formie aplikacji leków, lekarza poinformuje nas, jak właściwie przytrzymać kota.
Większość kotów po zakończeniu wizyty z wielką ochotą - i ku zdziwieniu właścicieli sama -wręcz wskakuje do transportera. Tam wreszcie czują się bezpiecznie, na własnym, mięciutkim i pachnącym domem kocyku.
lek. wet. Ewa Pacałowska
powrót
Kłopotliwy spadek
Skromny domek z niewielkim ogródkiem na przedmieściach dużego miasta, a w nim stary, samotny i schorowany człowiek. I dwadzieścia kotów, białych jak śnieg. Chory nie radził sobie, sam wymagał stałej opieki. Bardzo kochał swoje zwierzęta, ale zgodził się, by z pomocą życzliwych osób szukać im nowych opiekunów. Koty kolejno trafiały najpierw do lecznicy, bo prawie wszystkie wymagały leczenia lub przynajmniej podstawowych zabiegów pielęgnacyjnych, a potem do adopcji. Udało się kilkunastu, najmłodszym, najmilszym i oswojonym. Tuż przed Bożym Narodzeniem staruszek umarł, a pozostałe w pustym i nieogrzewanym mieszkaniu koty dokarmiała daleka krewna. Po kilku tygodniach pojawili się spadkobiercy i w ramach wprowadzania swoich porządków zamknęli zestresowaną białą gromadkę w zagraconym pokoju, skazując ją na okrutną śmierć głodową. Pomoc nadeszła po tygodniu - wychudzone, przerażone i na wpół zdziczałe koty zabrała lekarka weterynarii w asyście przedstawiciela urzędu miasta. Pikanterii tej historii dodaje fakt, że opiekunem kotów był emerytowany ksiądz, a spadkobiercami zakonnicy, pracujący na misji, gdzieś na Czarnym Lądzie.
Ta historia, choć brzmi nieprawdopodobnie, jest niestety autentyczna (cztery białe koty nadal czekają na nowe domy*), a próba pozbycia się niechcianego zwierzaka przez zagłodzenie wcale nie taka rzadka. Kilka lat temu pewni państwo odziedziczyli po krewnym mieszkanie wraz z niemłodą już kotką, która miała nieszczęście przeżyć swojego pana. Ucieszyli się z nieruchomości, ale z kota zdecydowanie nie. I to do tego stopnia, że postanowili pozbyć się problemu raz na zawsze, zamykając kicię bez jedzenie i picia. Dumni ze swojego pomysłu pochwalili się znajomym i dzięki temu kotka została uratowana. Po wielu dniach głodówki nie była w stanie samodzielnie przyjmować nawet wody. Odżywiana początkowo kroplówkami, potem karmiona płynami, podawanymi strzykawką wprost do pyszczka, doszła do siebie. Niestety do dziś panicznie boi się ludzi i ufa jedynie obecnej opiekunce.
Nie każdy (na szczęście!) jest zdolny do podobnego okrucieństwa, ale zanoszenie niechcianych zwierząt do uśpienia, oddawanie do schroniska czy po prostu wyrzucanie z domu na ulicę (a nawet wywożenie na działkę lub do lasu) nie należy do rzadkości. Kochający zwierzęta lekarz weterynarii odmówi eutanazji (nasze prawo zezwala na zabieg jedynie w przypadku zwierząt nieuleczalnie chorych, agresywnych i tzw. "ślepych miotów") i zwykle zaangażuje się w poszukiwanie nowych opiekunów, najczęściej z dobrym skutkiem. Wielu moich znajomych "dokociło" się tą właśnie drogą. Bardzo dużo zwierząt trafia po śmierci swoich ludzi do schronisk, a dla domowego kota, zadbanego i kochanego, traktowanego na prawach członka rodziny, to szok, który może go nawet zabić. Koty są bardzo delikatne i wrażliwe, nie lubią tłoku, źle znoszą pobyt w klatkach czy boksach i bardzo tęsknią. Z czasem tracą chęć do życia, zamykają się w sobie, zaprzestają nawet codziennej toalety, która jest jednym z ulubionych zajęć szczęśliwego kota. Mimo to oddane do przytuliska mogą liczyć na odmianę swojego losu. Z kolei porzucony kot domowy, jeśli był niewychodzący, ma naprawdę niewielkie szanse na przeżycie, o ile jakaś dobra dusza nie wyciągnie do niego szybko pomocnej dłoni.
Zdecydowana większość ludzi podchodzi jednak do problemu zwierząt pozostałych po zmarłych krewnych w sposób odpowiedzialny. Wielu zapewnia osieroconym zwierzakom miejsce w swojej rodzinie, mimo że niejednokrotnie wymaga to ogromnego wysiłku i wyrzeczeń. Inni, nie mogąc zaopiekować się nimi osobiście, szukają dla nich miejsca u bliższych lub dalszych znajomych. Coraz popularniejsze stało się dawanie ogłoszeń adopcyjnych - im więcej osób wie o kocie, psie czy jakimkolwiek osieroconym zwierzątku, tym większe szanse, że ktoś je znowu pokocha. Sposobów rozwiązania problemu kłopotliwego spadku jest zresztą wiele, znam przypadek wynajmowania odziedziczonego mieszkania za symboliczną złotówkę i opiekę nad mieszkającym w nim kotem. Kilka lat temu głośno było w kręgach kociarzy o pani, mieszkającej na stałe za granicą, która nie mogąc osobiście zająć się kotką swojej zmarłej matki, zatrudniła dla niej opiekunkę. Pozwoliło to starszej już kici uniknąć stresu związanego ze zmianą miejsca pobytu.
Tego typu niekonwencjonalne zachowania, nawet jeśli wywołują u części naszego społeczeństwa ironiczny uśmiech, są dowodem nie tylko empatii w stosunku do zwierząt, ale przede wszystkim wielkiego szacunku wobec zmarłych. Szacunku okazywanego przez godne traktowanie tych, które kochali i o które troszczyli się do końca swoich dni. Starajmy się zawsze, w miarę możliwości, pomóc kotu osieroconemu przez opiekuna. Wszak każdy z nas kiedyś odejdzie, a rodzina nie zawsze chce lub może przejąć opiekę nad naszymi czworonogami. Sama często myślę o tym, w jaki sposób zabezpieczyć przyszłość moim podopiecznym i dochodzę do wniosku, że jedyną gwarancję stanowi zaprzyjaźniona, kociolubna osoba, która w razie czego znajdzie im nowe, kochające domy. Można co prawda, poprzez wydanie odpowiednich dyspozycji, nałożyć ten obowiązek na spadkobierców, ale tak naprawdę żaden zapis nie pomoże, gdy zabraknie dobrej woli. Ktoś, kto dziedziczy po zmarłym jego majątek, dziedziczy również ewentualne długi (pod tym względem przepisy są nieubłagane), lecz nikt z mocy prawa nie czuwa nad wypełnieniem zobowiązań wobec opuszczonego kota czy psa.
Magdalena Mrozowska
* Kontakt w sprawie adopcji: tel. 0504238043 (Warszawa).
powrót