Numer 01(53) Styczeń 2010
Zdrowie
10. Choroby nerek
Rasy
16. Brytyjczyk - miauczący niedźwiadek
18. Kot brytyjski - siła spokoju w niedźwiedzim futrze
20. Koty brytyjskie w Polsce
23. Pielęgnacja
24. Kolorowy świat brytyjczyków
26. Też cię kocham, ale przestań mnie tarmosić
28. BRI w oczach sędziego
30. Długowłose brytyjczyki
32. Standard BRI
Co KOT to KOT
36. Fiksum dyrdum w sześciu odsłonach
40. Rzut okiem w przyszłość
Prawdziwe historie
42. Czy to jest miłość?
48. Historia pewnego Filipka
Dzikie koty
56. Mormi - ognisty tygrys
Poza tym
3. Od redakcji
4. Spis treści
5. Wydarzenia
6. Przepisy w obronie kotów. Kocie problemy z ludźmi
12. Zęby i pazury. Bądź pozdrowiony - przybywam w pokoju
16. Kuweta - odwieczny problem
41. Coś na żołądku
44. Z perspektywy sierści na dywanie (13)
46. Koci świat
52. Bezgotówkowy sposób na pomoc
54. Koty na etacie
60. Listy od czytelników
61. Ogłoszenia
66. Numery archiwalne
Konkursy
60. Zagadka
61. Konkurs fotograficzny
62. Kot i dziecko
Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim Kotom i tym, którzy je kochają!
Niech każdy kot ma swego człowieka. Niech każdy mądry człowiek będzie mógł mieć swego kota. Niech kocie miski nigdy nie będą puste. Niech zdrowo rosną kocięta przy swych mamach. Niech przed kotami wolnymi duchem i ciałem nie zamykają się piwniczne okienka ani drzwi do stodół i chlewików. Niech wystawowa kocia arystokracja niesie chwałę swym hodowcom, zdobywając kolejne puchary. Niech schroniska świecą pustkami, a na każdego bezdomnego kota niech czeka kolejka wspaniałych rąk. Niech ludzkie dusze i serca zawsze pozostaną wrażliwe na los mniejszych i słabszych braci. Niech zwierzęta będą szczęśliwe i niech ludzie będą ludzcy. Niech nigdy nie umrą w nas marzenia!
Styczeń skłania do podsumowań i z nadzieją patrzy w Nowy Rok. Napawa nas dumą fakt, że KOT wchodzi w piąty rok swego istnienia i przez ten czas udało nam się na stałe zagościć w wielu domach ludzi kochających koty. Opublikowaliśmy w 53 numerach naszego pisma wiele wspaniałych tekstów i zdjęć. Dla wielu Czytelników przez te lata byliśmy jedynym miarodajnym źródłem wiedzy o kotach, lecz przede wszystkim uwrażliwialiśmy ludzi na koci los. Zainicjowaliśmy obchody Światowego Dnia Kota i czynnie uczestniczyliśmy w wielu akcjach na rzecz pomocy kotom. Z nadzieją patrzymy w przyszłość, wiedząc, że miłośnicy kotów w Polsce stają się coraz bardziej świadomi, jakie radości i obowiązki niesie za sobą mrucząca przyjaźń - i że koty zdecydowanie wychodzą na w Polsce na prowadzenie w rankingu zwierząt mieszkających pod jednym dachem z człowiekiem. Tak więc do noworocznych życzeń dołożę jeszcze jedno. Życzę, by w każdym domu w Nowym Roku zagościł Kot!
Miłej lektury.
Wojciech - Albert Kurkowski,
redaktor naczelny.
powrót
Koci Świat
"Szare, bure lub pstrokate
wszystkie koty za pan brat,
mają drogi swe i płoty,
po prostu koci świat, po prostu koci świat."
Przyczepił się do mnie ten wierszyk z dobranocki o kocie Filemonie zupełnie bez sensu. Koci świat - pomyślałam. - Te koty to mają dobrze. Tłuste, błyszczące, chodzą po mieszkaniu, nie przymierzając jak pawie, tylko im tych kolorowych ogonów brakuje. Problemy znikome, w miskach pełno. Miseczki jakaś tajemnicza ręka napełnia dwa razy dziennie ulubionym mięskiem, bo przecież jedna połowa woli wołowinkę, a druga kurczaka. Puszka też musi być w odpowiednim smaku i odpowiedniej marki. Miska z suchą karmą stoi cały czas pełna, a obok trzy miseczki z dwa razy dziennie wymienianą wodą. Żyć nie umierać! Do tego na bieżąco sprzątane kuwety z dwoma rodzajami piasku. Ja chcę być kotem! - nagle pomyślałam. - To takie przyjemne. Cały dzień bym spała, nie na posłanku oczywiście, ale na kanapie, fotelach, o chodzeniu do pracy nie byłoby mowy. O fundusze na moje utrzymanie niech się martwi ten, co mi zapewnił dach nad głową. Ja bym mu za to na każdym kroku pokazywała, kto rządzi w domu. Nic prostszego: nie ten smak puszki - miauk, nie dość szybko wymieniona kuweta - miauk. Mam nie wchodzić do tego pokoju? Miauk tak intensywny, iż słychać go od piwnicy aż po dach - a co, niech sobie nie myśli, że się podporządkuję jego woli. Drapak zajmujący jedną trzecią pokoju bym ignorowała, do drapania służy przecież fotel i szafki w kuchni. Ostatecznie zdrzemnęłabym się na nim kilka razy, aby nie przeginać. Zabawek porozrzucanych po całym mieszkaniu nie używałabym wcale, no ostatecznie w godzinach ku temu odpowiednich - czwarta, piąta rano. Choć zamiast pluszowej mięciutkiej myszki szukałabym kamyczka, szklanej piłeczki, które są ukrywane przede mną w szafkach. O! Taką zabawę w znajdywanie szklanej kuleczki, która cudownie się toczy po panelach, robiąc przy tym niemiłosierny hałas o piątej nad ranem - to ja rozumiem. Wyrwany ze snu właściciel zawsze zainteresuje się mną w takiej chwili. Co prawda zabawkę zabierze i schowa (ten moment wymaga ode mnie odrobiny wysiłku, muszę bowiem zobaczyć, gdzie ukrywa mój skarb), ale sprawdzi, czy aby sucha karma się nie skończyła, skontroluje wodę w miseczkach i zajrzy, czy w kuwecie czysto. Po takiej gonitwie za piłeczką muszę się zdrzemnąć, by o odpowiednio wczesnej porze znowu zrobić larum tym razem werbalnie: ile można spać, a gdzie świeże mięsko?! Innymi moimi ulubionymi rozrywkami byłyby: zrywanie firanki (tak ze trzy razy w ciągu dnia), zrzucanie tłukących się przedmiotów na podłogę, wynoszenie zmywaków ze zlewu w kuchni czy wybebeszanie kosza na śmieci. Mogłabym udeptywać właściciela w najmniej odpowiednim dla niego momencie, łamiąc mu np. krtań czy wbijając pazury w uda w trakcie oglądania przez niego telewizji. Telewizor też jest fajny, mogłabym zasłaniać sobą ekran lub malowniczo zwieszać ogon i też nic nie zobaczy. Pomysłów na zapewnienie dobrej zabawy sobie i właścicielowi miałabym bez liku, ale najważniejsze byłoby spanie, nareszcie bym się wysypiała! Ech, koty mają dobrze -pomyślałam i zajęłam się odkurzaniem. Nasze stadko zostawia bowiem codziennie ogromne ilości futra na podłodze, stole, kanapie, fotelu i szafkach, o parapetach nie wspominając.
Wieczorem, gdy wracaliśmy do domu, minęliśmy zmarzniętego kota, który usiłował się ukryć przed padającym deszczem pod jednym z aut zaparkowanych niedaleko naszego bloku. - Czy masz może coś do jedzenia dla kotów? - zapytał Ziemowit. Mieć miałam, przecież gdybym nie przyniosła do domu świeżo upolowanego w sklepie kurczaka, wołowiny czy puszki mogłabym w domowe pielesze w ogóle nie wracać. Zaopatrzony w puszkę Ziemowit pojechał odstawić samochód do garażu. - Wiesz, Lalka już na mnie czekała - powiedział po powrocie. - Zimno im i ciągle mnie napastują o jedzenie - opowiadał o naszym osiedlowym "stadzie" dziczków. Te "nasze" mają piwnicę specjalnie dla nich urządzoną przez panią Bożenę, a inne, na przykład ten spod samochodu, nie mają. Latem na własne oczy widziałam, jak Misiek wyganiał go z terenu obok kociej piwnicy. Strachliwy, nie podejdzie, trudno znaleźć miejsce w którym można mu zostawić jedzenie, bo wędruje.
Nie, takim kotem to ja bym być nie chciała - pomyślałam i aż się otrząsnęłam na samą myśl o aurze panującej za oknem. Latem niby cieplutko, drzewka, trawka, ptaszki byłyby do mojej dyspozycji ale zimą, brrr...
Tego dnia jakoś łagodniejszym okiem spojrzałam na nasze dziesięć rozbrykanych tygrysów.
Prawie z pieśnią na ustach zabrałam się za wyrzucanie urobku z kuwet, mycie miseczek i napełnianie ich przyniesionymi wiktuałami. Przy oglądaniu telewizji też mi coś mało przeszkadzał fakt, iż od jakiegoś czasu (z niezrozumiałych dla mnie powodów) moje kolana i plecy okupuje naraz pięć tłustych kotów, które na dodatek ciągle się kłócą o lepszą miejscówkę. Zwisający na samym środku ekranu ogon Sójki wywołał mój uśmiech. Tak, te koty mają taki "koci świat", jaki powinny mieć wszyscy przedstawiciele mruczących futerek. Koci świat marznących na dworze bezdomnych kotów jest inny, trzeba się zastanowić, jak tym kotom ułatwić życie w ciągu zimowych miesięcy - pomyślałam, przygarniając do siebie rozmruczane potwory okupujące moje kolana.
PS Pisząc ten tekst, nie wiedziałam, że niedługo już będziemy widywać Lalkę. Wpadła pod samochód i nie udało się jej uratować. Rozmyślając na życiem kotów wolno żyjących, dochodzę do wniosku, iż nie rozumiem ludzi czy spółdzielni zakazujących uchylania piwnicznych okienek zimą. Często jest to jedyna rzecz, która ocali kota przed zamarznięciem, uratuje mu życie. Koty wolno żyjące nie mają go przed sobą wiele, średnia ich wieku to trzy-cztery lata. Koty mieszkające w piwnicach bądź specjalnie dla nich przygotowanych domkach są naturalnymi wrogami myszy i szczurów. Gdy ich zabraknie, natychmiast pojawiają się gryzonie. Ostatnio znajomy walczący z plagą szczurów na terenie swojego zakładu nie mógł zrozumieć, jak do tego doszło. Zawsze dokarmiał bezdomne koty i nigdy nie było problemu ze szczurami. Przypadkiem wiem, co się stało. Ktoś wytruł okoliczne koty, a te, które przeżyły albo zginęły pod kołami samochodów, albo straciły życie w potyczce z psami. Nie ma kotów, są szczury.
Nie wszystkie koty wolno żyjące mają tak dobre warunki do życia jak miała Lalka. Otwarte piwniczne okienko, cała piwnica do dyspozycji specjalnie dostosowana do kocich upodobań, zawsze pełna miska, a nawet osobny koci domek jeśli mieszkańcy piwnicznego lokum np. się pokłócą. Nawet to jednak nie uchroniło Lalki przed podzieleniem losu innych bezdomnych kotów. Uchylmy w czasie mrozu piwniczne okienka, może tym uczynkiem przedłużymy życie jakiejś kociej biedzie.
Coraz bardziej też lubimy z Ziemowitem "leżących policjantów" - garby, spowalniające ruch na uliczkach międzyosiedlowych. Nie tylko ze względu na koty.
zosia&ziemowit
powrót
Przepisy w obronie kotów
Kocie problemy z ludźmi
Niedawno po raz drugi osiatkowałam balkon, nie pytając władz Spółdzielni Mieszkaniowej o zgodę (pierwsze zabezpieczenie zniszczyli mi dzielni panowie w trakcie ocieplania budynku). Kiedy więc wkrótce po tym zadzwonił telefon i mój rozmówca przedstawił się jako pracownik administracji - struchlałam. Zaraz mi to każą rozebrać! W panice szukałam w myślach argumentów innych niż możliwość wypadnięcia kotów i do głowy przychodził mi jedynie wykręt osobisty, czyli choroba psychiczna ze skłonnościami samobójczymi. Już nabierałam powietrza, ale zaraz ze mnie uszło, gdy dowiedziałam się, że potrzebna jest. moja rada, jako eksperta od spraw kocich. A nie mówiłam, że już jesteśmy w Europie? Może nie wszyscy, lecz moja Spółdzielnia Mieszkaniowa z całą pewnością.
Sprawa dotyczyła jedynego w naszym osiedlu budynku, w którym jest problem z kotami na skutek niechęci ich karmiciela, starszego mężczyzny, do poddania ich zabiegom kastracji i sterylizacji. Kotki rodzą i mnożą kocie nieszczęścia, a kocury znaczą teren i na klatkę schodową przesącza się w nadmiarze ich niedoceniana przez ludzi "perfuma". Są skargi - i słusznie. Trzeba coś zrobić, bo lokatorzy zażądają eksmisji zwierząt.
Uwielbiam moją Spółdzielnię i administrację. Nie dość, że założyli mi w piwnicy superprofesjonalne okienko dla kotów, to jeszcze widzą we mnie nie nawiedzoną kociarę, ale znawcę przedmiotu. Poprosiłam o pomoc osobę znacznie lepiej niż ja zorientowaną w temacie kotów miejskich, Prezes Oddziału Warszawskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, Monikę Nowicką. Mimo że ma pełne ręce roboty, zgodziła się pilotować sprawę, chyba również na skutek wstrząsu, jakiego doznała na wieść, że istnieje Spółdzielnia Mieszkaniowa, której koty nie wadzą, a nawet się o nie troszczy. Postanowiła też stworzyć na stronie internetowej Oddziału listę spółdzielni, administracji i wspólnot przyjaznych kotom. Mam nadzieję, że "po protekcji" moja znajdzie się tam na pierwszym miejscu.
Zapytałam panią prezes (która jednocześnie jest inspektorem i jako taki będzie działać w tym przypadku), co się robi, aby rozwiązać tego typu problem oraz o to, co można zrobić, aby okna piwniczne w blokach pozostały dla kotów otwarte.
Monika Nowicka, Prezes Oddziału Warszawskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami:
Zarejestrowany w Urzędzie Gminy opiekun kotów wolno żyjących, który otrzymuje karmę dla swoich podopiecznych, wypełniając formularz zgłoszenia, podpisuje na nim zgodę, a nawet zobowiązanie do wysterylizowania i wykastrowania kotów, które dokarmia.
Głównym powodem niechęci do kotów piwnicznych jest ich nadmierny przyrost, a przede wszystkim zapach, jak też wrzaski godowe i podczas walk terytorialnych między kocurami. Jeśli jakikolwiek karmiciel zwróci się do nas z prośbą o pomoc w sterylizacji - nigdy nie odmówimy. Gdy zdarza się sytuacja taka jak w tym przypadku, że karmiciel jest przeciwny sterylizowaniu kotów będących pod jego opieką, uznajemy, że nie jest odpowiedzialnym opiekunem i nie bierzemy jego niezgody pod uwagę. O ile zawsze liczymy się ze zdaniem karmicieli w kwestii bytowania i opieki (okienko, miejsce dokarmiania, kuwety, wybór pomieszczeń), o tyle w przypadku sterylizacji musimy działać nawet wbrew woli opiekuna.
Fantastycznie jest, kiedy opiekun z nami współpracuje - koty są mniej zestresowane, bez trudu zdobywamy informacje na temat płci, wieku, czy są kotki karmiące lub kocięta. Zdarza się jednak, że utrudnia nam się odłowienie kotów do zabiegów, wręcz odganiając je przy użyciu kija lub robiąc awantury. W takim przypadku pisze się do tej osoby pismo upominające, wzywa Straż Miejską, aby przywołała ją do porządku i zgłasza do Wydziału Ochrony Środowiska. Jeśli pobierała tam karmę i podpisała zobowiązanie sterylizacji, wydawanie karmy zostanie wstrzymane.
Jeśli chodzi o problem z okienkami piwnicznymi, zawsze mam jedną odpowiedź na pytanie, co robić z urzędnikami i lokatorami, którzy utrudniają kotom życie, ale jej tu nie przytoczę. W ubiegłym roku apel o niezamykanie kotom dostępu do piwnic wystosowała Prezydent Warszawy, Hanna Gronkiewicz-Waltz. W tym roku Komisja Dialogu Społecznego do Spraw Ochrony Zwierząt, działająca przy Biurze Ochrony Środowiska Urzędu Miasta st. Warszawy, wydała uchwałę w sprawie bytowania kotów wolno żyjących na terenie Warszawy, a miesiąc później Rada Miasta ogłosiła stanowisko popierające tę uchwałę.
Jednak to wszystko pobożne życzenia, nie mające mocy sprawczej. Uchwała to nie ustawa. W naszych działaniach zawsze przytaczamy punkty z Ustawy o Ochronie Zwierząt. Ja najczęściej stosuję art. 21 Ustawy, który brzmi: "Zwierzęta wolno żyjące są dobrem ogólnonarodowym i należy stworzyć im warunki swobodnego bytu i rozwoju". Lub też art. 5: "Każde zwierzę wymaga humanitarnego traktowania".
Jest jeszcze jeden sposób, aby obligować wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe do poszanowania praw zwierząt na ich terenie. Często ubiegają się o współudział finansowy Miasta przy np. ocieplaniu budynków lub innych pracach remontowych. Gdyby Urząd Miasta miał informacje na temat złego traktowania kotów, zamykania im okienek w danym osiedlu, pracownik Urzędu mógłby "zaszantażować" taką wspólnotę, że owszem, dostanie dofinansowanie, jeśli zaaprobuje bytowanie w ich budynkach kotów wolno żyjących.
Jest nawet precedens. W jednym z warszawskich Wydziałów Ochrony Środowiska inspektor odmówił pomocy finansowej wspólnocie, jako uzasadnienie podając właśnie nietolerancję wobec kotów.
X
Sądzę, że gdybyśmy na każdym budynku w całej Polsce nakleili na drzwiach kartki z 1 pkt. Ustawy o Ochronie Zwierząt "Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę" - zawsze znajdą się tacy, którzy tę kartkę zerwą.
I jeśli nawet sporo osób zdąży to wcześniej przeczytać, słaba nadzieja, że coś zostanie w ich głowach. Słyszałam niedawno w radiu, że ogromna ilość ludzi ma problem z czytaniem tekstu ze zrozumieniem.
Maryla Weiss
powrót